Egzaminy na stopnie Duan 2004 (Irlandia)
W czerwcu 2004 roku Chińskie Stowarzyszenie Wushu zorganizowało po raz pierwszy w swojej historii egzaminy na stopnie duan poza granicami Chin. Miały one miejsce w Irlandii Północnej, w Belfaście.
Szkolenie poprzedzające egzaminy i same egzaminy prowadziło pięciu chińskich mistrzów. Troje spośród nich Wang Yu Long, Kan Ge Wu, Li Xiao Jie przyjechało z Chin, Mistrz Zhang Feng Jun z Polski i mistrz Zhu Zhang Hai z Belfastu był jednocześnie organizatorem i gospodarzem imprezy.
W tym spotkaniu uczestniczyły osoby z całej Europy reprezentujące różne style i różne szkoły chińskiego wushu; był też jeden przedstawiciel z Afryki, gdzie, jak się okazuje także dotarły chińskie sztuki walki.
Szkołę Nan-Bei reprezentowały cztery osoby i wszystkie pomyślnie przeszły egzaminy pod okiem chińskiej komisji. 4 duan uzyskały Dorota Kaliszek i Ewa Pfeifer, a 3 duan – Grażyna Kamińska i Wojtek Szmidt.
Kandydaci zdawali egzaminy w dwóch etapach. Była część pisemna i część praktyczna, równie stresująca jak zawody, którą zdawaliśmy pod życzliwym, ale surowym okiem chińskich ekspertów. Zdarzało się więc, że kandydat pretendujący do określonego stopnia duan otrzymywał stopień niższy i rady komisji, nad czym powinien pracować, żeby dojść do wyższych umiejętności.
Wieczorem zostaliśmy zaproszeni na uroczystą kolację do zabytkowego ratusza w Belfaście. Były przemówienia i oficjalne wręczanie dyplomów, był toast burmistrza i wspólne zdjęcia. Nie po raz pierwszy i z pewnością nie ostatni okazało się, że dla wspólnych zainteresowań nie ma żadnych granic, żadnych barier.
Dla tych, którzy zostali jeszcze jeden dzień w Irlandii, gospodarze urządzili wyprawę na niezwykle malownicze północne wybrzeże wyspy. Możemy zaświadczyć, że przysłowiowa zieleń Irlandii jest najprawdziwsza. Podziwialiśmy piękne, soczyste barwy i wspaniałe widoki. Rzecz dziwna, w Irlandii jest mnóstwo zieleni, ale nie ma ani jednego lasu. Rosną kępy drzew, które trudno nazwać lasem, za to pola są zielone i wielkie, jak okiem sięgnąć, a morze po prostu lazurowe. Przy pięknej pogodzie i czystym powietrzu z północnego wybrzeża widać wyspy należące do Szkocji.
Po drodze zahaczyliśmy o gorzelnię „Old Bushmills”, gdzie mieliśmy okazję spróbować, jak smakuje sławna irlandzka whisky. Zastanawialiśmy się przy okazji, czy to irlandzka whisky była pierwsza czy też szkocka, ale spór pozostał nierozstrzygnięty. Podobnie rzecz się ma z piękną muzyką ludową i tańcem. Różnicę słyszy i widzi tylko wprawne ucho i oko Irlandczyka lub Szkota, dla laików pozostaje ona niezwykle subtelna. A jednak jedni i drudzy twierdzą, że to oni byli pierwsi i że to ich wersja whisky, muzyki i tańca jest tą jedyną i prawdziwą.
Na następne egzaminy przejdzie nam zaczekać kilka lat, zgodnie z przepisami obowiązującymi w Chińskim Stowarzyszeniu Wushu. Teraz jednak szlaki są już przetarte i nie trzeba koniecznie jechać do Chin, by zdawać egzamin, choć to piękna wyprawa. Ale to już osobna historia.





